Tytuł


BEZIMIENNE DZIEŁO
12

BEZIMIENNE DZIEŁO

"BEZIMIENNE DZIEŁO. CZTERY AKTY DOŚĆ PRZYKREGO KOSZMARU" - dedykowane Bronisławowi Malinowskiemu - napisane zostało w 1921 roku, ale opublikowane dopiero w 1962. (...)

Cały dramat w sposób naturalny przybiera kształt badania i śledztwa; jest to filozoficzny "kryminał" na temat sztuki i rewolucji, usiłujący wyśledzić właściwych winowajców w obu tych wywrotowych dziedzinach ludzkiej działalności i wykryć metody popełniania zbrodni.

(...) Dwie główne pozycje w "Bezimiennym dziele" to panowanie i podporządkowanie, a najważniejsze jest to, kto jest górą. (...) Będąc sztuką o naturze siły twórczej, "Bezimienne dzieło" wielokrotnie porusza sprawę ścisłych związków między tworzeniem a zniszczeniem: "Są artyści, którzy tworząc stwarzają pozytywne wartości w życiu, i są ci, którzy najistotniej tworzą niszcząc życie własne, a nawet innych" (Daniel C. Gerould, Stanisław Ignacy Witkiewicz jako pisarz, PIW 1981, s. 241-25)

(...) Można więc uznać "Bezimienne dzieło" za sztukę społeczną? Przedstawiałaby ona groźny kolektywny proces: poszczególne sceny unaoczniałyby wielokształtne objawy ruchu ku katastrofie, której tchnienie znać już wyraźnie we wstępnych aktach "Bezimiennego dzieła". Kto jednak okaże się spiritus movens tego procesu? Nie będzie nim występny władca, jak u Szekspira. W "Dziele..." władca jest bezradny. Siłą działającą jest w istocie duch dziejów, czyli koniecznoąć historyczna, której Witkacy bał się i oczekiwał jednocześnie. (Jan Błoński, Witkacy na zawsze, Wydawnictwo Literackie2003, s. 259)

"...To inscenizacja w jakimś sensie modelowa. (...) Przedstawienie rozgrywa sie na długim, drewnianym podeście, otoczonym przez widzów. Na początku jest zabawnie: bohaterowie to grupa postrzeleńców opętanych niestworzonymi ideami. Aktorzy są silnie ucharakteryzowani, poruszają się na poły mechanicznie, mówią głosem zafiksowanym na jednym, nienaturalnym tonie. Budują postaci barwne, dziwaczne, nie boją się przejaskrawień. Całość ujęta została w karby sprawnej, dynamicznej choreografii. To Witkacy groteskowy, pokazany z brawurą i wyczuciem komizmu. (...) Tymczasem groteskę powoli wypiera powaga. Gasną fajerwerki, pojawia się ton serio. To Witkacy - profeta, przepowiadający klęskę indywidualizmu, śmierć jednostki, triumf bezmyślnego tłumu.(...) Spektakl Dziuka wciąga, bawi, dobrze ilustruje dzieło dramatyczne Witkacego. ..." Marcin Koscielniak, "Bez ryzyka", "Tygodnik Powszechny" nr 12, 19.03.2006 Spektakl otrzymał nagrodę dla zespołu aktorskiego na XXXII Opolskich Konfrontacjach Teatralnych - Klasyka Polska 2007 (kwiecień 2007) Indywidualną nagrodę aktorską otrzymała Dorota Ficoń za rolę Róży van der Blast w tym spektaklu. Nagrodę za muzykę otrzymał Jerzy Chruściński.

scenariusz i reżyseria - Andrzej Dziuk
muzyka - Jerzy Chruściński
scenografia - Rafał Zawistowski
asystent scenografa - Jolanta Solska
występują:
Piotr Łakomik - Plazmonik Bloedestaug
Dorota Ficoń - Róża van der Blaast
Adrianna Jerzmanowska - Klaudestyna de Montreuil
Krzysztof Wnuk - Cynga (nazywają go Józefem)
Krzysztof Łakomik - Pułkownik Manfred hr. Giers
Marek Wrona - I Grabarz
Dominik Piejko - II Grabarz, Józef Leon Girtak
Andrzej Bienias - Książę Padoval de Grifuellhes
Katarzyna Pietrzyk - Księżna Barbara
Joanna Banasik - Lidia baronowa Ragnok
Mieduwalszczycy - wyznawcy założyciela stowarzyszenia religijno-społecznego Joachima Mieduwała
Tłum - w liczbie niepoliczonej


RECENZJA

Wybudzona bestia

Teatr im. Stanisława Witkiewicza w Zakopanem potwierdził swoją markę i "Bezimiennym dziełem" wprowadził widzów w iście witkacowski trans. Doskonale realizuje się w tym spektaklu teoria Witkacego na temat dzieła teatralnego. Reżyser Andrzej Dziuk obudził w nas tym tytułem wściekłą Bestię, którą po wyjściu z teatru trzeba było jak najszybciej uśpić.

Teatr w Zakopanem słynie z realizacji dramatów Witkacego, swojego patrona. Choć sami zakopiańczycy żartują z monotematyczności teatru, to prawda jest taka, że nigdzie nie realizuje się mniej znanych sztuk kontrowersyjnego dramatopisarza w tak udany, czasem nawet doskonały sposób. Przykładem może być „Bezimienne dzieło”, czyli „cztery akty dość przykrego koszmaru” będące próbą uchwycenia istoty i przyczyn rewolucji, czyli zjawiska, którego tak się bał i którego przyjścia tak pewien był Witkacy.

Po wejściu na widownię widzowie mają wrażenie, że znajdują się w pracowni stolarskiej. Złudzenie optyczne sprawia, że ciężko jest nam oddychać, gdyż wydaje się nam, że wokół wiruje mnóstwo wiór. Na drewnianym podeście rozgrywają się (nie tak bardzo) absurdalne dramaty postaci. Stary pułkownik każe dwóm Grabarzom (rodem z Szekspira) kopać dla siebie miejsce spoczynku, bo czuje, że stoi już nad grobem. Wymuskany następca tronu dowiaduje się od swojej wyuzdanej matki, że jego ojcem jest prostak (nota bene jeden z Grabarzy), oskarżonego o szpiegostwo malarza bardziej niż więzienie przeraża odrzucenie ze strony muzyczki rozkochanej w rewolucjoniście. Perypetie te przedstawione są w bardzo irracjonalny sposób, czasem dziwność uderzała tak silnie, że widownia reagowała śmiechem. Wprost zachwycała kreacja postaci. Aktorzy znakomicie podkreślili odrębność i indywidualizm bohaterów, co było konieczne do stworzenia elektryzującego zakończenia. Świetny Andrzej Bienias w roli Księcia Padovala de Grifuellhes i fantastyczna Dorota Ficoń kreująca postać kompozytorki Róży van der Blaast prowadzili cały spektakl w doskonałym stylu. Odstawała irytująca Adrianna Jerzmanowska w roli malarki, na szczęście jej egzaltowane westchnienia zostały ograniczone tylko do początku przedstawienia.

Najdobitniejszy akcent stanowi zakończenie, obrazujące znaną tezę o tym, że rewolucja pożera swoich ojców. Witkacy znów zaprezentował swoje największe obawy: rewolucję zabijającą indywidualizm. Wszyscy widzowie otrzymują białe maski, w które ubrani są też aktorzy, cała sala prześmiewczo jednoczy się w akcie utraty tożsamości. Przy każdym sektorze stoją wysokie postacie w garniturach, pilnując czy wszyscy założyli swoją nową lepszą twarz. Wytwarza się nastrój psychozy i mimo że wiadomym jest, iż nic złego w teatrze stać się widzom nie może, to wszystkim wyostrzają się zmysły. Na każdy gwałtowny ruch czy dźwięk jest się gotowym do reakcji, jednocześnie czując się jak zdrajca.

Andrzejowi Dziukowi trzeba pogratulować doskonałego (choć niektórzy mogą powiedzieć, że trochę demagogicznego) zakończenia, świetnego przygotowania trupy aktorskiej i zgrabnej adaptacji nieco przyciężkiego oryginalnie tekstu. Zachwyca przeszywająca muzyka Jerzego Chruścińskiego. Całość tworzy kompozycję, którą każdy powinien obejrzeć, jeśli nie z miłości do Witkacego, to dla tego dziwacznego, wyreżyserowanego dreszczyku towarzyszącemu przerażeniu, rodzącemu się w chwili, gdy uświadamiamy sobie, że jako widzowie staliśmy się właśnie anonimowymi elementami bezideowej masy. Uczucie trudne do odtworzenia poza teatrem, a przecież powinniśmy odczuwać je bezustannie, prawda?...

Anna Dawid
Dziennik Teatralny
15 października 2012

Proponujemy również


Andrzej Dziuk - reżyser i autor scenariusza: "Na przełęczy" (1889) Stanisława Witkiewicza to…

Rzecz o artyście przeklętym, wyobcowanym, odrzuconym przez „establishment” oraz nowe „narodowe" w duchu…

Zapisz się do naszego Newslettera Bądź na bieżąco